Zaproszenie na zabawę mikołajkowąStowarzyszenie Polaków w Taunton zaprasza wszystkie dzieci na zabawę mikołajkową, która odbędzie się... Czytaj więcej... |
Nieuczciwy landlord przed sądemNieuczciwość nie popłaca. Ostatnio przekonał się o tym Harjinder D. - landlord z Taunton, który we w... Czytaj więcej... |
Wsparcie dla polskiej szkoły w TauntonPrezydium Senatu Rzeczypospolitej Polskiej pozytywnie rozpatrzyło wniosek dotyczący wsparcia szkół u... Czytaj więcej... |
Konsul w TauntonW sobotę, 26 marca br. szkoła St Augustine of Canterbury w Taunton przeżywała prawdziwe oblężen... Czytaj więcej... |
W Polskiej Szkole Przedmiotów Ojczystych im. H. S
Kończy się kolejny Adwent. Zanim jednak na niebie pojawi się pierwsza gwiazdka i zasiądziemy do wigilijnej wieczerzy wrócić chcę do początku tegorocznego Adwentu w polskiej parafii NMP Matki Kościoła w Taunton, a dokładniej do mszy św. pierwszej niedzieli Adwentu, z jak zwykle precyzyjnie przygotowaną homilią ks. Stanisława, w której można było usłyszeć i o metanoi, czyli nawróceniu, i o Janie Chrzcicielu przypominającym słowa Izajasza i nawołującym do prostowania ścieżek dla Pana, czyli wzywającym do odnowy życia, itd. – Zresztą, kto był, pamięta…
Po skończonej mszy moje dzieci chciały zapalić świece, podeszliśmy więc do świecznika usytuowanego po prawej stronie kościoła. I wtedy z zakrystii dał się słyszeć głos: „Judasza wczoraj nie było w kościele, dziś przyszedł…”. Informacja o Judaszu w kościele została oczywiście okraszona salwą obfitego śmiechu. Nagle prysł czar Adwentu. Nawrócenie okazało się nic nie znaczącym pojęciem - tragicznym w swojej pustce, a Janowe wołanie o odnowę życia jakże podobne się stało do tamtego głosu wołającego Izajasza: "Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego." - Jego wołanie też pozostało bez odpowiedzi na pustyni ludzkich sumień. Słyszeli, ale nie posłuchali, pozostali głusi na to wołanie.
Kto dostąpił zaszczytu, aby jego pojawienie się w kościele komentować w zakrystii, tuż po zakończeniu mszy? – Ja, czyli administrator witryny Polskie Taunton. Powód? – Nie wiem, czym zaskoczyła moja obecność? W kościele staram się bywać regularnie. Owszem, zwykle wolę uczestniczyć we mszy św. w sobotę z prostego powodu - jest wtedy większe prawdopodobieństwo, że jej przebiegu nie będzie zakłócać swoim show tzw. schola, o czym było już w Polskim Taunton w artykule: Śpiew liturgiczny czy disco – polo? O ile jednak potrafię zrozumieć zdziwienie, że tym razem odważyłem się przyjść do kościoła w niedzielę, za nic nie mogę pojąć, co ma wspólnego moja osoba z Judaszem? Judasz, jeden z apostołów, zdradził Jezusa. Gdzie w Polskim Taunton pojawił się choćby mały akapit, któremu można by było przypisać judaszową zbrodnię? – Nigdzie. Co więc może oznaczać reakcja owych świątobliwych mężów z zakrystii na mój widok? – Nic, poza tym, że w ten bardzo oryginalny sposób obydwaj panowie z lubością zajmujący miejsca w prezbiterium niczym kolatorzy kościoła, dali świadectwo swojej dojrzałości i wiary, a raczej zupełnego braku zarówno jednego jak i drugiego. Ten incydent z zakrystii jest świadectwem prawdziwym, jakże sztuczne i teatralne w zestawieniu z nim są wszystkie ich pozostałe gesty podczas mszy…
W Nowym Testamencie często jest mowa o Faryzeuszach. Faryzeusze to jedno z żydowskich stronnictw religijno – politycznych, zazwyczaj nazywano ich „uczonymi w Piśmie”, bo sami siebie uważali za ekspertów od interpretacji Biblii. Jezus jednak często przestrzegał przed nimi swoich uczniów: „Uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią.” (por. Mt 23, 3) Dalej mówi o nich: „Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach.” (por. Mt 23, 5-6) Jezus zwracając się wprost do Faryzeuszy nazywa ich obłudnikami podobnymi do pobielanych grobów, z zewnątrz wyglądających pięknie, ale wewnątrz pełnych kości i plugastwa. (por. Mt 23, 27) Faryzeusze, jak te groby, z zewnątrz wydają się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni są obłudy i nieprawości.
Dziś mianem faryzeusza określa się człowieka fałszywego i obłudnego. Takiemu z łatwością przychodzi skinąć głową w kierunku bliźniego na „Znak pokoju”, aby za chwilę tego samego bliźniego o jedną z najpodlejszych zbrodni oskarżyć bezpodstawnie. Wspomnieć wypada, że wszystko to działo się w obecności kapłana – proboszcza polskiej parafii NMP Matki Kościoła w Taunton. Ten co prawda nie śmiał się jak pozostali, przynajmniej nie było słychać jego śmiechu, ale też nie zareagował w żaden inny sposób, milczał. To milczenie jest niebezpieczne, bo może zostać odebrane jako przyzwolenie i zachęta do dalszych działań. Nigdy nie wiadomo, czy w przyszłości na drzwiach kościoła nie pojawi się lista nazwisk osób, dla których wstęp do kościoła będzie zakazany.
Dlaczego o tym piszę? – Powód jest prosty. Otóż, w niedalekiej przeszłości byliśmy wszyscy świadkami dyskusji, która dotyczyła spraw finansowych polskiej parafii w Taunton. Dyskusję rozpoczęła głośna odezwa Rady Parafialnej, która wyrządziła więcej szkody niż pożytku, sprowadzając całą rzecz do tego, że jeśli parafianie nie zwiększą swojej hojności, to parafii w Taunton po prostu nie będzie. „A to żeśmy już przerabiali” – jak można było usłyszeć z kościelnej ambony. Te i podobne słowa oburzyły garstkę wiernych, którzy jeszcze w polskich mszach uczestniczą i ciągle mają nadzieję, że coś się zmieni, że kościół przestanie być w końcu zawłaszczany przez niewielką grupę osób mylących świątynię z prywatnym folwarkiem, a jak pokazała pierwsza niedziela Adwentu – ludzi zwyczajnie obłudnych. Polska mądrość ludowa mówi o nich wprost: - „Modlą się pod figurą, a diabła mają za skórą”.
We wrześniu br., wraz ze zmianą proboszcza dało się zauważyć na kilku pierwszych mszach, że zapełniają się ławki w kościele św. Jerzego w Taunton. Ale tak było tylko na kilku pierwszych mszach. Kiedy ludzie przekonali się, że nadal wszystko pozostaje po staremu, odeszli, wrócili do swoich angielskich parafii dlatego, żeby nie uczestniczyć w żenującym spektaklu fałszu i obłudy. I tu jest pierwsza przyczyna słabej kondycji finansowej polskiej parafii w Taunton – ta garstka wiernych, która pozostała w parafii nie jest w stanie jej utrzymać. Specjalna taca przy wyjściu z kościoła to zresztą kolejna niedorzeczność. Na co liczył pomysłodawca (czytaj: Rada Parafialna) tej tacy? – Na naiwność, krótką pamięć uczestniczących we mszy, którzy zapomną ofiarę złożoną podczas mszy św. i sięgną do kieszeni po raz wtóry wychodząc z kościoła? – Nie, jeżeli ktoś pragnie złożyć ofiarę, zrobi to podczas mszy św., a jeżeli ktoś nie poczuwa się do tego obowiązku (tak, to jest obowiązek, bo na wiernych spoczywa obowiązek utrzymania parafii, w tym posługującego w niej kapłana), to choćby i po trzy tace zbierane były na każdej mszy, pieniędzy na potrzeby funkcjonowania parafii od tego nie przybędzie. O tym też ludzie dyskutowali i komentowali, co z kolei spotkało się ze zdecydowaną dezaprobatą proboszcza. Czy należy się tej dyskusji dziwić? – Nie, przecież temat pieniędzy w kościele dawno już przestał być tematem tabu. A że ludzie dyskutują - jak to określił ks. Stanisław Łabuda, proboszcz polskiej parafii NMP Matki Kościoła w Taunton - „w sklepie, na ulicy, a nawet w internecie”? – Przecież ludzie mogą dyskutować, ludzie mają do tego prawo Księże Proboszczu, oczywiście bez obrażania kogokolwiek. - I tylko dlatego nie ukazała się w Polskim Taunton większość komentarzy pod krótkim artykułem, którego treścią była jedynie informacja o nominacji nowego proboszcza dla polskiej parafii w Taunton.
Ta dyskusja, prowadzona "w sklepie, na ulicy, a nawet w internecie" dowodzi jak dalece parafianie polskiej parafii w Taunton, a przynajniej znakomita ich część, nie identyfikują się, nie utożsamiają się z Radą Parafialną, która, gdyby normalnie funkcjonowała, gdyby wierni byli w niej faktycznie reprezentowani, powinna być miejscem takiej dyskusji, bo o wszystkim należy i można rozmawiać w sposób rzeczowy i szczery. Dlaczego ludzie nie identyfikują się z Radą Parafialną? – Bo nie mają zaufania do jej członków. – Wspomniana, ukazująca prawdziwe oblicze ludzi chcących wręcz rządzić polską parafią w Taunton, sytuacja z wyzywaniem wiernych od Judaszy, która miała miejsce tuż po skończonej mszy św. w kościele św. Jerzego w Taunton, a której sprawcami byli właśnie członkowie Rady Parafialnej tylko potwierdza, że do tego typu ludzi zaufania mieć nie można. Być członkiem Rady Parafialnej nie oznacza bowiem być faryzeuszem, który „wszystkie swe uczynki spełnia w tym celu, żeby się ludziom pokazać”. Być członkiem Rady Parafialnej wcale nie znaczy „zajmować pierwsze krzesła w synagogach”. Aby o tym wiedzieć, trzeba jednak prezentować odpowiedni poziom dojrzałości duchowej i posiadać pewną wiedzę religijną, która pozwoliłaby przynajmniej odróżnić zakrystię kościoła od wyszynku, czy obory – choć i w tej ostatniej podobno od czasu do czasu zwierzęta ludzkim głosem mówią.
Dla uzdrowienia sytuacji w polskiej parafii w Taunton, rzeczą, od której trzeba zacząć jest zmiana Rady Parafialnej. Ta powinna dokonać się automatycznie wraz ze zmianą proboszcza w polskiej parafii w Taunton, we wrześniu 2010 r. Dlaczego się nie dokonała? – Nie wiadomo. W skład Rady Parafialnej, która jest gremium doradczym proboszcza we wszystkich sprawach parafii (Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 536, §2) wejść powinni przedstawiciele polskich stowarzyszeń i organizacji działających na terenie parafii obejmującej Taunton, Bridgwater i Yeovil oraz przedstawiciele katolików świeckich z tych miast (do tej pory to „szacowne gremium” składa się tylko z mieszkańców Taunton). Należy unikać również stosowanej do tej pory praktyki, że na spotkania Rady Parafialnej zaprasza się tylko niektórych jej członków. – Pozostali o jej zebraniach dowiadują się po czasie, z parafialnych ogłoszeń. Jako jeden z takich członków - banitów Rady Parafialnej przy polskiej parafii w Taunton, ostatnio nazwany nawet Judaszem, podpowiadam jak pozyskać dodatkowe srebrniki i zapewniam, że wcale nie będą to srebrniki judaszowe.
Po pierwsze. Trzeba, aby Polacy, którzy - ze względów, o których było już wspomniane - odeszli z polskiej parafii, znowu mogli poczuć się w kościele św. Jerzego jak u siebie, gdzie nikt z wysokości prezbiterium nie będzie ich oceniał, obmawiał, czy ośmieszał – prezbiterium nie lubi tłoku. Podobnie jest w zakrystii, gdzie nieraz istnieje potrzeba bardzo osobistej rozmowy z kapłanem. Nie są konieczne przy tej rozmowie osoby trzecie, które następnie szczegóły tej rozmowy „upubliczniają”, a gawiedź dzięki temu może dowiedzieć się np. że ksiądz na pytanie o wysokość ofiary za udzielenie chrztu odpowiedział: A na ile wyceniacie swoje dziecko? – To retoryczne pytanie zamiast rzeczowej odpowiedzi nigdy nie powinno paść, a nawet jeżeli padło, nie miało prawa wyjść poza zakrystię!
Po drugie. Nie widzę problemu, aby ustawić skarbonkę na stoliku przy miejscu, skąd można wziąć „Biuletyn parafialny”. Oczywiście, ofiary złożone za „Biuletyn” nie wpłyną znacząco na stan funduszy parafii, mogą jednak pokryć koszty związane z jego drukiem, wiadomo przecież, że zarówno papier, tusze, czy tonery do drukarki kosztują i wszyscy potrafią to zrozumieć. Sam „Biuletyn parafialny” może być doskonałą formą nie tylko duszpasterskiego kontaktu, ale i ewangelizacji, można pomyśleć o rozszerzeniu jego zawartości i zaręczam, że znajdzie się wiele osób chętnych do jego współredagowania.
Po trzecie. Zbliża się okres Bożego Narodzenia. W Polsce jest to okres odwiedzin duszpasterskich, popularnie zwanych „kolędą”. Nikt nie robi tajemnicy z tego, że odwiedziny te są nie tylko niepowtarzalną chwilą wspólnej modlitwy, spotkania i rozmowy z księdzem w domowej, rodzinnej atmosferze, ale to również okazja do wyrażenia mu wdzięczności za całoroczną posługę w formie ofiary pieniężnej. Poza tym należy mieć na uwadze i to, że wiele rodzin zamieszkało już w swoich własnych, zakupionych tu mieszkaniach, czy domach. Ci ludzie chętnie poprosiliby kapłana o to, aby przy okazji duszpasterskich odwiedzin dokonał poświęcenia ich własnego mieszkania – to zwyczaj znany i praktykowany w Polsce. Wiele osób rozmawiało zresztą o tym z członkami Rady Parafialnej, ale czy ich głosy doszły do proboszcza? – Chyba nie, bo nikt dalej tematu nie podjął. A szkoda...
Sporo jeszcze rzeczy można zrobić w polskiej parafii w Taunton, aby tysiące mieszkających w tej okolicy Polaków mogły w końcu powiedzieć: „nasz kościół, nasza parafia”. Nie można tego jednak zrobić z ludźmi, którym w głowie jest jedynie markieting. - To nie błąd! To ulubione słowo jednego z dotychczasowych członków Rady Parafialnej – markieting kościelny musimy zrobić, bo kościół potrzebuje reklamy – powiedział swego czasu, kiedy jeszcze uczestniczyłem w zebraniach Rady. Kiedy mu odpowiedziałem, że najlepszą reklamą dla Kościoła jest Chrystus i wierni, którzy reklamują Kościół swoim codziennym, dobrym i szlachetnym życiem zrugał mnie, że się wymądrzam jakbym wszystkie rozumy pozjadał. Okazało się, że to mu nie wystarczyło, teraz od Judaszy mnie wyzwał. – Oto do czego markieting w kościele może doprowadzić!
Wiem, smutne to słowa, zwłaszcza w kontekście Adwentu. Smutne tym bardziej, że niektórzy ten Adwent zmarnowali i zaraz na jego początku zrezygnowali z Bożego Narodzenia, bo pokazali, że Chrystus, w którego oni wierzą narodził się kiedyś w Betlejem, w żłobie, ale nie narodził się w nich.
Zanim następnym razem przyjdzie ci ochota, aby kogoś nazwać Judaszem, odpowiedz sam sobie: Czy Chrystus jest dla Ciebie tylko tradycją w Boże Narodzenie? - Jeżeli tak, to nawet nie ma sensu, abyś obchodził to święto. Nie ma sensu, abyś tracił czas i marnował siebie, kiedy Chrystus zostanie narodzony w żłobie, a nie w tobie. Od nowa.... Każdego roku.
Bo święta miną i za chwilę wrócisz do codzienności. Tylko z czym? - Z pełnym żołądkiem i pustym sercem, które bawiąc się w Sylwestra, pod wpływem bąbli procentowych na chwilę uśpi swój krzyk? - Uśpi krzyk odwiecznego pragnienia – pragnienia miłości? Ale nic to nie da, bo obudzisz się i wytrzeźwiejesz w nowym roku, rok nowy znowu będzie pusty, a ty zostaniesz ponownie sam, przerazi cię ten krzyk, bo miłość zostawiłeś w żłobie po raz kolejny. I jeżeli każdego roku będziesz ją tam zostawiał, nie pomożesz sobie, nie uciszysz lamentu. Jeżeli miłość nie zrodzi się w tobie po raz wtóry, nie ogrzejesz jej i nie przytulisz, to zawsze twoje serce będzie zamrożone. I choć będziesz mówił, że kochasz, że szczęście dajesz i przyjaźń, choć przyjmując pozę najsłynniejszego tenora z La Scali śpiewać będziesz najpiękniejsze z polskich kolęd w kościele w Taunton, cóż z tego, kiedy serce twoje pozostanie zimne.
Żeby je rozpalić wystarczy niewiele, ale ja tobie w tym nie pomogę, nie pomoże tradycja dzielenia się opłatkiem i dwunastu wigilijnych potraw na świątecznym stole. Jedynie ty sam możesz tego dokonać, kiedy pozwolisz, aby miłość nie zrodziła się jedynie w żłobie wśród kóz, owiec, krów i świń. Trzeba roztopić lód serca i dlatego musisz się o to starać… Jak? – Przecież wiesz. – Nie odrzucaj Jej. Tej maleńkiej Miłości, która przed wiekami przyszła na świat w Betlejemskiej Stajence pozwól się urodzić w tobie. Może pomogą ci w tym te słowa: „Niech Cię szukam, pragnąc Ciebie, niech Cię pragnę, szukając, niech Cię znajdę, kochając, niech Cię kocham, znajdując.” (św. Anzelm).
Co z Polskim Taunton?Zapewne wiadomości sprzed miesiąca, czyli z ubiegłego roku nie zachęcają do odwiedzania Polskiego Taunton. Wkrótce ... poniedziałek, 6 lutego 2012 | Komentarze Czytaj więcej... | Zaproszenie na zabawę mikołajkowąStowarzyszenie Polaków w Taunton zaprasza wszystkie dzieci na zabawę mikołajkową, która odbędzie się 10 grudnia ... środa, 30 listopada 2011 | Komentarze Czytaj więcej... |
Tragedia na M5 - Somerset w żałobiePolicja potwierdziła śmierć 7 osób, które zginęły podczas tragicznego wypadku, do jakiego doszło na autostradzie ... sobota, 5 listopada 2011 | Komentarze Czytaj więcej... | Nieuczciwy landlord przed sądemNieuczciwość nie popłaca. Ostatnio przekonał się o tym Harjinder D. - landlord z Taunton, który ... sobota, 15 października 2011 | Komentarze Czytaj więcej... |